REFERAT RODZIN POLSKIEJ PROWINCJI MISJONARZY ŚWIĘTEJ RODZINY

REFERAT RODZIN POLSKIEJ PROWINCJI MISJONARZY ŚWIĘTEJ RODZINY

REFERAT RODZIN POLSKIEJ PROWINCJI
MISJONARZY ŚWIĘTEJ RODZINY

KORONKA DO ŚWIĘTEJ RODZINY (DO ODMAWIANIA NA RÓŻAŃCU - 5 DZIESIĄTEK)

 P: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu.

R: Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu.

P: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu,

R: Jak była na początku teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.


Na dużych paciorkach:

P: Pokłońmy się Jezusowi Chrystusowi, Synowi Bożemu,

R: który był posłuszny Maryi i Józefowi świętemu.

 
Na małych paciorkach:

P: Jezu, Maryjo, Józefie

R: oświecajcie nas, dopomagajcie nam, ratujcie nas.


Na zakończenie:

Chwała Ojcu i Synowi ...

ŚWIADECTWA / SPOTKANIA MAŁŻEŃSKIE 7-9.V.2010

Przyjechaliśmy tutaj, bo nasze małżeństwo jest w wielkim kryzysie. Po kilku latach ciągłego oddalania się od siebie, po tym jak mój mąż mnie zdradzał, staneliśmy bardzo daleko od siebie nie wiedząc, gdzie i jak się spotkać, i jak dalej próbować razem żyć. Nie chciałam tu przyjeżdżać, bo bałam się publicznego prania brudów. Przyjechałam, bo mąż zaszantażował mnie, że jeśli nie pojadę, to on od razu wyprowadza się z domu. Przyjechaliśmy, bo potrzebowaliśmy cudu. I tutaj okazało się, że musimy ze sobą rozmawiać, że musimy przegadać wiele bolesnych spraw. I okazało się, że chociaż mówimy różnymi słowami, to jednak zależy nam na budowaniu od nowa naszych relacji. Odktyliśmy też, że mówiąc te same słowa - myślimy co innego, a co za tym idzie, oczekujemy czegoś innego niż otrzymujemy. I odkryliśmy jeszcze coś bardzo budującego - że zanim tu przyjechaliśmy, wykonaliśmy wiele pracy nad naszym związkiem. Już wcześniej doszliśmy do konieczności częstej rozmowy o uczuciach. Już wcześniej narzuciliśmy sobie obowiązek dawania prawa drugiej osobie do posiadania uczuć. Już wcześniej staraliśmy się nie oceniać. To odkrycie, że idziemy w dobrym kierunku jest bardzo pokrzepiające. Szukałam słów, żeby opisać swój stan po tym weekendzie. I znalazłam taką przenośnię: czuję się jak świeżo wyprane pranie, które jest jeszcze w pralce, ale już czyste. Mam zmęczony mózg, mam zmęczone wnętrze od wielkiej pracy nad sobą. Ale jestem wewnętrznie czysta. Teraz muszę wyjść na zewnątrz i się rozprostować. Teraz musimy nasz związek - niczym to pranie wystawić na blask słońca. A patrząc z mojego zawodowego punktu widzenia: zajmuję się też organizacją imprez różnego typu, więc mogę i to spotkanie oceanić. Jesteście świetnie. Nie tylko jako duchowi przewodnicy, ale także jako organizatorzy. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Zawsze byliście na miejscu. Zawsze gotowi. To dla nas uczestników spotkania było bardzo pomocne.

 

Jestem bardzo szczęśliwy i zadowolony, że mogłem być na takim spotkaniu. Bóg otworzył mi oczy i pokazał, że można w inny sposób dialogować. jets to forma wstępna do prawdziwego mówionego dialogu, powiem, że ta forma mi bardziej odpowiada, że mogę wyrazić swoje uczucia na piśmie, a później powiedzieć. Powiem, że w naszym małżeństwie jest nie najlepiej. Ja tutaj przyjechałem bardzo mocno nastawiony pesymistycznie, że nic się nie uda i nie warto wyjeżdżać na takie spotkania. Myliłem się bardzo mocno, moje nastawienie zmieniło się. Zobaczyłem, że bardzo źle bym zrobił jak bym odszedł od żony, rodziny i dzieci. Dialog pokazał mi, że można panować nad emocjami, które w nas siedzą. Właśnie ta forma mi to pokazała i otworzyła oczy i serce na Boga i żonę. Rozmowy po wcześniejszym przeczytaniu tego, co sobie napisaliśmy były piękne. Emocje, które w nas siedziały, opadły i na spokojnie mogliśmy porozmawiać. Proszę Boga, Was i moją żonę o wytrwanie w tym postanowieniu w dniach codziennych. Wspólna modlitwa małżeńska nam pomoże. Ja wierzę, że to co tutaj się w moim sercu i mojej postawie zmieniło zaowocuje i nasze małżeństwo przetrwa. Proszę Was o modlitwę w mojej intencji.

 

Forma dialogowania małżeńskiego jest już przez nas praktykowana od kilku lat. Z różnymi oczywiście skutkami, ale na ogół staramy się przynajmniej raz w miesiącu przeprowadzić taki dialog. Ogromnym plusem jest dla mnie to, że mogłem tu w Zgromadzeniu Misjonarzy Świętej Rodziny poznać dokładniej zasady dialogu móc usłyszeć od prowadzących o ich realnym oddziaływaniu na konkretne sytuacje małżeńskie i rodzinne. Wypływa dla mnie z pobytu tutaj konkretny wniosek: że dialog małżeński przeprowadzany według przedstawionych nam zasad jest nieodzownym elementem rozwoju mojej więzi małżeńskiej i rodzinnej i oczywiście społecznej. Bardzo dziękuję za wspaniałe świadectwo życia!

 

Chwała Panu! Błogosławiony czas!

O takiej formie rekolekcji szłyszałam już kiedyś. Przez wiele lat byliśmy w kręgu Domowego Kościoła, realizowaliśmy zobowiązania - między innymi dialog, wychodziło lepeij lub gorzej. Potem z róznych przyczyn nasze trwanie w kręgu się zaburzyło, narosły osobiste i małżeńskie problemy. Wszystkie okoliczności i problemy życiowe sprawiły, że doszło do kryzysu między nami. Próbowaliśmy powstać, ale coraz bardziej raniliśmy się i oddalaliśmy się od siebie. Doszło do tego, że usłyszała od mego męża, że jest ze mną, bo mamy troje wspaniałych dzieci i tylko dlatego mnie nie zostawi. Wtedy zaczęłam szukać terminu spotkania małżeńskiego. Ksiądz spowiednik też sugerował tę formę jako ratunek dla naszej relacji. Mąż początkowo się opierał. Modliłam się i prosiłam o modlitwę. Po kilku miesiącach znalazłam pasujący nam termin i tak znaleźliśmy się tutaj. A tu od pierwszej chwili, z godziny na godzinę, po kolejnych sesjach odkrywaliśmy jak wiele nas łączy i jak wiele nas podzieliło, bo nie umieliśmy ze sobą rozmawiać. Odkrywaliśmy, że w sumie pragniemy tego samego, myślimy podobnie, tylko tak formułujemy nasze myśli, że nie potrafimy się zrozumieć. Najtrudniejsze przed nami - rozmawiać na co dzień tak, aby się słuchać i rozumieć. Ja mówię dużo, a mój mąż mało. Tu zrozumiałam, że nie daję mu dojść do słowa, że go zagaduję i z góry oceaniam. Teraz wiem, że muszę go słuchać i poczekać cierpliwie aż się wypowie. Tu z sesji na sesją zaczął sie otwierać, choć mnie było trudno trzymać język za zębami i czekać aż on się odezwie. Wytłumaczyliśmy sobie to, co powodowało, że się odsunęliśmy. Wyjeżdżamy umocnieni, zbliżeni do siebie. Znów wierzymy w naszą miłość, że ona jest i zwycięży wszelkie trudności. Chwała Panu!

 

Jechałem tu z nadzieją, ale bez oczekiwania, że w moim małżeństwie zdarzy się cud. Jestem człowiekiem słabej wiary, opartej bardziej na poszukiwaniu w życiu jakiejś duchowej kotwicy niż na silnych fundamentach religijności czy duchowej dojrzałości. W życiu kalkuluję i wyszło mi, że warto dac się poprowadzić Panu Bogu do Kazimierza. Cudu nie było, choć może jeszcze się wydarzy. Było poznanie nowej głębi i sensu dialogu. Być może przyjechaliśmy tu za późno. Z pewnością zaniedbaliśmy naszą relację. My, specjaliści od komunikacji społecznej. Okazało się, że komunikowaliśmy się skutecznie z otoczeniem, z klientami, odbiorcami, konsumentami, ale nie ze sobą w małżeństwie. Spróbujemy tego nowego dialogu, może nie wszystko jest jeszcze stracone. Jeśli się nam nie uda, to na pewno poniesiemy dalej przez życie nie sam krzyż naszej klęski, ale także naukę dialogu. Za nią jesteśmy wdzięczni.